NOWOŚĆ :D

Kochani!

Dziś mamy dla Was tylko jedną nowość 🙂 A jest to:

VIGILANTE – MY HERO ACADEMIA: ILLEGALS

Gatunek/tematyka: akcja, komedia, dramat, sci-fi, shounen, supernatural

Autor: Court Betten, Kouhei Horikoshi, Hideyuki Furuhashi

Ilość tomów w Japonii: 6, nadal powstaje

Sposób wydania: format standardowy

Cena: 21,99 zł

Premiera:26 czerwca 2019

Opis fabuły

Współczesność. Codzienna rzeczywistość, która różni się od naszej jedynie tym, że wielu ludzi posiada nadprzyrodzone zdolności zwane „darami”. Nie wszyscy używają ich, by czynić dobro, jednakże wszędzie tam, gdzie uderza zło, pojawiają się bohaterowie!
Świat ten rządzi się wieloma zasadami, a jedną z nich jest ta mówiąca, że tylko ci, którzy posiadają licencję bohaterską mogą używać swoich darów do walki ze złem.

Jednak… istnieje grupa upartych ludzi posiadających serca bohaterów, lecz reputację złoczyńców, a zwie się ich VIGILANTE!

Dziewiętnastoletni Kouichi Haimawari zawsze marzył o zostaniu bohaterem, jednak jego dar był za słaby. W zamian poświęca swój wolny czas wykonując dobre uczynki w sąsiedztwie. Nic wielkiego, ot sprzątanie śmieci bądź pomoc zagubionym maluchom. Kouichi jednak nie narzeka, jest w miarę zadowolony z życia jakie prowadzi… Do czasu, aż jego spokój zostaje zniszczony w dniu którym jego drogi skrzyżowały się z Knuckle Dusterem- nielegalnym bohaterem! Od tej pory chłopak znajduje się w samym środku superbohaterskiego chaosu!

Przedpłaty, forum i inne

 
W ciągu godziny w naszym sklepie znajdziecie przedpłaty na ten tytuł.
 
Niedługo na naszym forum otworzymy wątek, gdzie będzie można dyskutować o tym tytule.
 
Co sądzicie o dzisiejszym ogłoszeniu? Planujecie kupić ten tytuł, jesteście nim zainteresowani? Czekamy na Wasze opinie w komentarzach.

 

19 odpowiedzi na “NOWOŚĆ :D”

  1. Max pisze:

    Nie. Nigdy w życiu. Żadna z Waszych „nowości” nie jest dla mnie. Chyba już naprawdę nie ma sensu czekać na jakiekolwiek zapowiedzi Waneko.
    No szkoda. Ale book depository, oraz wydawnictwa z US są Wam bardzo wdzięczne i dziękują za kolejne zakupy mangowe 😀

    • Jana pisze:

      Dokładnie tak. A pisanie propozycji wydawniczych to już w ogóle nie ma sensu, skoro i tak zostaną zignorowane.
      Ale dobrze, że mamy możliwość kupienia sobie mang, oraz serii, które nas interesują, po angielsku.
      Pozdrawiam czytelników, którzy kupują mangi od początku istnienia Waneko, a zamiast tytułów, na które czekają od lat – dostają kolejne edgy, shoneny i bl.
      Nie dziwne, że book depository wygrywa.

      • Tmii pisze:

        Przecież Waneko jest firmą, która musi płacić wynagrodzenie wszystkim pracownikom, a do tego musi zarabiać ‚coś’ na zapas (np. na nowe licencje).
        Nie wszystkie nasze propozycje to od razu perełki, walizki z pieniędzmi i pewniaki. Spójrzcie, co działo się z Shiki 2-3 lata temu. Wszyscy o ten tytuł prosili, a dzisiaj ze względu na swą popularność jest w cyklu czteromiesięcznym. Super.

        Rynek anglojęzyczny jest większy. Więcej tytułów jest tam wydawanych, bo i odbiorców więcej. Jeżeli chcecie tam kupować, to proszę bardzo, nikt wam przecież nie broni 🤔

        Pozdrawiam 😘

        • Pchan pisze:

          Tylko niech się później nikt nie dziwi, że kolejne wydawnictwa upadają w Polsce i zwijają swój interes…

          • TMii pisze:

            Jeżeli coś się sprzedaje, to sprawą oczywistą jest, że nikt nie będzie zabijał kury znoszącej złote jajka.

            Ja jakoś na tytuły mniej znane nie narzekam. Nie spotkałem się z tytułem wydawanym przez Waneko, który byłby stratą pieniędzy 😛

        • Jana pisze:

          Tmii – ja to wszystko rozumiem, jestem dorosłą kobietą i również muszę pracować, aby żyć, zarabiać, aby cokolwiek sobie kupić, na przykład mangi 🙂
          Tylko nieco mnie irytuje, że kwestia wyboru tytułów do wydania jest dostosowana do pewnej grupy odbiorców (dwie grupy właściwie) do której ja się nie zaliczam.
          Nie, nie chodzi o wiek, a o gatunek mang.
          Mam od dawna listę tytułów, które chcę kupić (około czterdziestu) i do tej pory ukazały się z nich może dwa (żaden z Waneko).
          Nie tylko ja pisałam propozycje wydawnicze, ale widzę, że zawsze są te same odpowiedzi – bo za dużo tomów (nawet, jak coś ma 20), bo kreska nie taka, bo co z tego, że bestseller na świecie, ale u nas się może nie sprzedać.
          W sumie nie ma problemu – bo większość z tego, co mnie interesuje, jest po angielsku. Wolałabym kupić po polsku (ze względu na jakość) no ale trudno.
          Wydawajcie sobie te słabe shoneny (bo są też dobre,) i żenujące bl dla patonastolatek, a klienci, którym to nie odpowiada, będą kupować gdzie indziej i tyle. Spoko, nie ma sprawy.
          Mr.Chiquita – ja się o Clamp nie prosiłam, ale jakby co, Przypomnij sobie, ile lat temu fani chcieli te tytuły. Także tego 😀 Pozdrawiam wszystkich.

          • Mr.Chiquita pisze:

            @Jana
            Nie opowiadaj bzdur. CCS, MKR, „Enra z piekła rodem”, „Citrus” oraz „Złoty rycerz i inne opowiadania”, to są shouneny i BL? 😉 Fakt, że ci nie leżą. Nie oznacza, że Waneko nie wydaje mang shoujo.

            Większość starszych tytułów się zestarzała, i może nie znaleźć odpowiedniej liczby nabywców. W Polsce na razie nie ma rynku na klasyki. Waneko dostatecznie ryzykuje z CLAMPem. Zobaczymy kolejne zapowiedzi na 20-lecie.

          • Mr.Chiquita pisze:

            @Jana
            Jeszcze zapomniałem o „Naszym cudzie”, ” Wilczycy i czarnym księciu” oraz „WATANUKI-SAN NI WA BOKU GA TARINAI”. To oczywiście nie Waneko. 😛

        • Max pisze:

          Tmii – nie no, jasne, takie Jojo, czy Gintama to żadne perełki, nikt tych tytułów nie zna i nikt by tego nie kupił 😀
          Ale oczywiście, lepiej wydawać jakieś kolejne kontynuacje i dodatki tego, z czego jest hajs, bo hajs jest najważniejszy.
          A tłumaczenia typu „za dużo tomów” to już w ogóle jakaś żenada. Jpf, czy JG (pomimo, że za nimi nie przepadam i nic od nich nie kupuję) jakoś mogą wydawać dłuższe mangi, tylko Waneko ma z tym problem.
          Luz. Jestem prawie 40-letnim facetem, zarabiam ok i mogę kupować nadal mangi po angielsku i japońsku. Chciałbym może wesprzeć polskie wydawnictwa, ale jakoś nie mam ochoty inwestować w coś, co jest nie dla mnie.
          Mr.Chiquita – ja mam wszystko, co wyszło do tej pory od Clampa w oryginale, także polskie wersje tak trochę mnie nie interesują i nigdy na nie nie czekałem. Miłego wieczoru 🙂

          • Mr.Chiquita pisze:

            @Max
            Dlaczego ignorujesz pewne fakty? Waneko nie ma tych samych możliwości, co JPF. Który ma własną drukarnię, czyli zupełnie inne koszty na tomiku niż Waneko. Tym samym, JPF ma mniejsze ryzyko finansowej wtopy przy dłuższych seriach. Waneko na ASKu wyraźnie napisało, dlaczego nie opłaca im się ryzykować z JoJo.

            Czegoś tu nie rozumiem… Krytykujesz Waneko, że nie jest jak Studio JG. Jednak i tak nie kupujesz mang Studia? W takim razie, po co Waneko ma cokolwiek zmienić, skoro i tak na tobie nie zarobi?

            No i nieprawdą jest, że nie wydają dłuższych serii. „Magi”, „Kulinarne pojedynki”, „Kuroshitsuji Kuroshi”, „Cykady”, „Tokyo Ghoul” i „Akademia bohaterów” to co? Pies? Dłuższe tasiemce, to już zbyt duże ryzyko finansowe.

            Skoro „hajs” jest nieistotny, to może sam zajmij się wydawaniem Gintamy i JoJo? Niby dorosły facet, a piszesz jak dziecko – nie przyjmując do wiadomości istotnych informacji.

            Jeśli już przyrównywać do siebie wydawnictwa, to Waneko przypomina raczej Kotori i Dango. Tylko, że na dużo późniejszym etapie rozwoju. One do dłuższych serii też podchodzą sceptycznie. 😛

      • Mr.Chiquita pisze:

        Dlaczego twierdzisz, że Waneko ignoruje propozycje? Przecież wydali sporo tego, co chcieli ludzie, np. „Cardcaptor Sakurę”. Ostatnie dwa ogłoszenia to nie ignorancja, tylko są wynikiem dobrej sprzedaży podstawowych serii.

        Dla mnie plus, bo zbieram „Cykady”.

  2. Vickato pisze:

    Kupię na pewno! 😀 Już nie mogę się doczekać!

  3. TME pisze:

    Nie wiem czy kupię, możliwe. Pierwsze muszę zacząć kupować podstawową serię ^^
    Liczę że w tym albo następnym roku zobaczę tu zapowiedź Gintamy bo zasługujecie na jedną serię tasiemca a to chyba ostatni tak mega popularny tasiemiec który nie jest zajęty i który przyniesie zysk 🙂

  4. Pchan pisze:

    @Mr.Chiquita :

    Nie ma rynku na klasyki, bo tak sobie wychowali czytelników wydawcy. Rzucający się w dużym stopniu na nowości, i na najgłośniejsze tytuły.
    A wystarczyło w odpowiednim czasie stworzyć odpowiednią linię wydawniczą, i w jej ramach wydawać, tak z dwa tytuły na raz. I myślę że wszyscy byli by zadowoleni.
    A nawet pewnie wydawnictwa dzięki temu pozyskali by być może czytelników, którzy na co dzień nie czytają japońskich komiksów.
    Teraz ciężko jest wydawnictwom te straty w wychowaniu nadrabiać. Szczególnie jak większość dzisiejszych odbiorców nie jest zainteresowanych takimi tytułami lub nawet nie mają o nich pojęcia.

    • Mr.Chiquita pisze:

      Nie mogę się z tym zgodzić. Wydawcy niczego nie narzucają, tylko dostosowują się do realiów sprzedaży. Praktycznie każde wydawnictwo zahaczyło o jakiegoś klasyka. Waneko na początku miało znacznie więcej klasyków, niż teraz. Weźmy choćby takiego „Bosonogiego Gena”. Promowali go nie tylko w środowisku mangowym, a i tak sprzedawał się słabo. Przeciągali premiery kolejnych tomów.

      Ba, trzy pierwsze mangi Waneko były świetnymi klasykami – „Locke Superczłowiek”, „Tu detektyw Jeż” i „Cześć, Michael!”. Zostały przyjęte tak słabo, że część ludzi zastanawiało się, czy to aby na pewno mangi. W pewnym momencie rozdawali zalegające tomy tych serii zupełnie za darmo (albo za symboliczną 1zł, nie pamiętam dokładnie). Byle by tylko nie płacić za dalsze ich magazynowanie albo utylizację. Waneko nawet w MangaMixie próbowało zarazić czytelników miłością do Tezuki – kto pamięta „Black Jacka”?

      JPF miał w tym czasie Akirę i Dr. Slumpa. Tego pierwszego niczym podobnym nie zastąpiono, bo ludzie woleli shouneny w rodzaju Dragon Ball’a. Ten drugi tytuł zawieszono po 25 tomie, pomimo emisji anime w polskiej TV, i dokończono wydawanie prawie 10 lat później.

      Egmont miał Ranmę… I chyba wszyscy wiedzą jak skończyli? Do dzisiaj nie chcą słyszeć o powrocie do wydawania mang. A przecież, mają większe możliwości od wydawców mangowych.

      Ile jeszcze mieli dokładać do interesu, żeby łaskawie czytelnicy zechcieli je kupować?

      Hanami jest bardzo nastawione na niemangowego czytelnika, i mają w ofercie klasyki. Właśnie po nich najlepiej widać, jak ludzie chcą to kupować. Mają wieczne problemy z regularnością. Nie bez przyczyny nadal nie ma 2 tomu „Chłopaków z dwudziestego wieku”.

      • Pchan pisze:

        Owszem wydawcy nic nie narzucają tylko dostosowują się do rynku, i wiem jak wygląda sytuacja w Polsce. Dlatego też pisałem, o utworzeniu pewnej linii wydawniczej. W której można by było wydawać klasyczne tytuły.
        Tylko że pewne lata zaniedbań zrobiły również swoje. Bo były takie okresy gdzie w ogóle u nas nie ukazywały się klasyczne tytuły, które można zaliczyć do obowiązkowego kanonu. Co doprowadziło do tego, że starsze pokolenie pamiętające początki JPF’u, czy Waneko albo dawno straciło zainteresowanie, albo przerzuciło się na zagraniczne zamówienia. Czasami odnoszę wrażenie, że wydawcy zapomnieli że część ich czytelników dorosła, i nadal serwują głośniejsze tytuły z ostatnich lat, zapominając tak na dobrą sprawę o klasykach. I nie chcę być źle zrozumiany, cieszę się że takie Waneko coś tam próbuje, tak samo JPF mimo tego że oni sprawiają wrażenie bardziej hermetycznych i zamkniętych na kilka gatunków. Z istnienia takiego Hanami, które być może nie grzeszy regularnością też jestem zadowolony, szczególnie że wydają praktycznie same perełki.
        Ale uważam że jest to zdecydowanie za mało by wbić się w świadomość polskiego czytelnika, i brakuje regularności w wydawaniu klasycznych tytułów.
        Czytelnika trzeba niestety przyzwyczajać do pewnego kanonu obowiązkowych lektur. Tak jak to swego czasu robił ze swoją „klasyką komiksu” Egmont. Co otworzyło drogę innym wydawcom, do wydawania kolejnych kanonicznych tytułów.

        A jak już jesteśmy przy Egmoncie, to ja się nie dziwię, że nikt nie chciał kupować od nich mang (sam ich nie kupowałem). Bowiem patrząc na to jak wydawali komiksy francuskie, czy amerykańskie, a jak japońskie. Gdzie można było odnieść wrażenie że czytelników mang traktują jako klientów gorszego sortu. A Jakość ich wydań wołała o pomstę do nieba i można było ich ustawić w tym samym szeregu co swego czasu TM-semic. To nie dziwne że nikt tego nie kupował. Mimo tego, że wydawali naprawdę świetne tytuły, które moim zdaniem powinny zostać wydane ponownie. Tylko zdecydowanie lepiej…

        • Mr.Chiquita pisze:

          Nie bardzo rozumiem, co by dało takie narzucenie łatki na okładkę? Chcesz powiedzieć, że wystarczyło powiedzieć „Patrzcie, to klasyk. Kupujcie.” i nagle ludzie by kupowali? To nie działa w ten sposób. Utworzenie takiej linii musi wynikać z potrzeb rynku. A, nie jakiegoś prykazu. 😛 Odbiorców mangi w Polsce jest po prostu za mało, żeby opłacały się wydania dla tej niszy. Starsze pokolenie fandomu z wiekiem się za mocno wykrusza. Ludziom przybywa obowiązków i nie mają czasu na mangi. Na rynkach angielskim, francuskim czy niemieckim wykruszanie starszych odbiorców nie jest dotkliwie. Ponieważ, tych co zostanie jest i tak sporo, żeby wydawanie się opłacało. Odbiorców normalnego komiksu jest dużo więcej. Nie są tak bardzo w niszy. W dodatku, to już któreś z rzędu pokolenie. Ludzie od Egmontu po prostu domagali się klasyków. Egmont ich wcale sobie nie wychował. Odwiedzałem regularnie forum Gildii i dobrze pamiętam ciągnące się wielostronicowe dyskusje na ten temat.

          Teoria, że Egmontu nikt nie chciał kupować przez mierną jakość wydań, to mit. Zacznijmy od tego, że mieli dużo lepsze tłumaczenia od takiego Waneko. Co prawda, nie mieli obwolut, ale JPF w tamtym okresie też nie we wszystkich tytułach je stosował. Waneko też nie od razu je wprowadziło. W najważniejszej kwestii, czyli w fakcie, że mangi drukowali na szarym papierze. Też nie byli osamotnieni. Waneko biały papier wprowadziło już po ich wycofaniu się z rynku. JPF początkowe tomy wielu serii też miał na szarym. Nie wierzysz? Mogę podesłać fotki.

          Jestem przekonany, że gdyby nadal wydawali, dostosowaliby się do wymagań rynku. I pojawiłby się biały papier.

          Jakość nie była w ogóle problemem Egmontu. Było nim przeszacowanie możliwości rozwoju rynku mangowego. Liczyli, że zaraz nastąpi jakieś dobre przyspieszenie i rozwój. A, oni właśnie zasypią rynek tytułami, bo mają dużo większe możliwości niż raczkująca wtedy konkurencja. Tak się faktycznie stało, ale znacznie później. Teraz jest za duża konkurencja, żeby opłacił im się powrót.

          Tylko oni są w stanie zrobić reedycje tamtych serii. Nikt normalny nie zainwestuje w nie grosza. Ponieważ, lepsze wydanie wcale nie gwarantuje lepszej sprzedaży. Tak Ci się tylko zdaje. Jest znacznie więcej innych czynników determinujących sprzedaż.

          • lex pisze:

            Z większością uwag co do wydań Egmontu mogę się zgodzić, ale…
            „Zacznijmy od tego, że mieli dużo lepsze tłumaczenia od takiego Waneko”
            Ta. Z niemieckiego.

          • Mr.Chiquita pisze:

            @lex:
            To nie jest takie proste. W początkowym okresie, mieli ogromne trudności z pozyskaniem odpowiedniej ilości tłumaczy japońskiego. Większość na poziomie pracowała dla konkurencji, i nie mieli ochoty działać na dwa fronty. Z trzech startowych tytułów, tylko dla mangi „Eden” udało się znaleźć tłumacza japońskiego. „Exaxxion” i „Gundam” oczywiście nie miały takiego szczęścia. Ale już kolejny tytuł Sonody, „Gunsmith Cats”, już miał. Tak samo „Miecz nieśmiertelnego” czy „Brzoskwinia”. Jestem przekonany, że z czasem by się wyrobili. Poza tym, ta część z niemieckiego i tak zawierała w sobie mniej błędów, niż Waneko w tamtym czasie. Dlatego uważam, że Egmont nie był pod tym względem zły. Pamiętaj, że rynek w tamtym czasie dopiero się kształtował.

            Ja Egmontu żałuję przede wszystkim dlatego, że mieli ogromne możliwości pozyskiwania licencji. Dużo szersze, niż ktokolwiek dzisiaj. Za sprawą niemieckiego oddziału, byli w posiadaniu większej ilości tytułów, niż faktycznie wydawali. W dodatku takich, które nikt inny by nawet nie ruszył – np. „Detektyw Conan” (nie jestem pewien w 100%, ale tę licencję mogą mieć do dzisiaj).

            Ale cóż, wystartowali za ostro. W początkowej dekadzie po 2000 roku, było za mało chętnych na taką ilość tytułów. Błędem była zbyt duża ilość długich serii: „Ranma”, „InuYasha”, „Miecz nieśmiertelnego”, „Kenshin”. Nie regulowali nakładu w końcówkach serii, więc sporo tomów ostatecznie poszło na przemiał. Gdyby chociaż zrobili jakąś wyprzedaż, to ogólna strata byłaby mniejsza. I jakieś szanse powrotu na rynek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.