Obwoluta On Doorstep

Przed Wami obwoluta naszej kolejnej jednotomówki boys love – On doorstep. Jimmy, drobny kieszonkowiec, zostaje przyłapany przez Reese’a na kradzieży. Zamiast oddać go w ręce policji, Reese zmusza go do odpracowania złego uczynku w księgarni. Jimmy chcąc się odegrać za upokorzenie włamuje się do jego mieszkania. Chłopak znajduje przedmioty świadczące o tym, że Reese był… policjantem!  Ucieka z mieszkania, ale nie może pozbyć się natrętnych myśli dotyczących Reese’a…

Premiera tej mangi już 6 września, przedpłaty możecie zamawiać tutaj: KLIK

Co sądzicie o tej obwolucie?

26 odpowiedzi na “Obwoluta On Doorstep”

  1. Ana pisze:

    Nie. Nie. I jeszcze raz NIE. Serio, jeszcze jedno ohydne bl? No, ale skoro Chcecie, aby czytelnicy kupowali mangi z Viz’a i Yen Press’u (wybór, duży wybór, świetne wydania i tłumaczenia) – to ok.

    • Koniec posuchy pisze:

      Żeby jeszcze takie pełne pasji przemowy znalazły się pod informacjami o nowych tomikach ecchi, gdzie autorzy rysują intymne części ciała małych dzieci… (np. w NGNL).

      • Ana pisze:

        Info Waneko było o kolejnej mandze bl, stąd opinia na temat bl, ale ecchi też nie lubię i nie jestem odbiorcą tego gatunku. W zasadzie nie mam nic naprzeciw, ale poza oznaczeniami na okładce takie mangi powinny być jakoś konkretnie zabezpieczone, bo widziałam jak w Empiku dzieci bez problemu przeglądały sobie te “niewinne” komiksy z obu gatunków. Pozdrawiam 🙂

  2. DemonInCrimson pisze:

    Z pewnością kupię 🙂

  3. Gidora pisze:

    Kupię na 100%?

  4. Katsuhiko pisze:

    Szczerze? Stęskniłam się za tytułem trochę AMBITNIEJSZY, gdzie trzeba wysilać resztki mózgowia… Szkoda.

    • Ana pisze:

      Katsuhiko – ważne, że 14 letnie fanki yaoi są podekscytowane i już kombinują, gdzie ukryć kolejne bl przed rodzicami 😀 Cóż, jest tyle dobrych tytułów do wydania, ale polskie wydawnictwa chyba nie obchodzi opinia czytelników powyżej nastu lat. Ale od czego jest book depository xD

      • Vayar pisze:

        Naście lat to trzeba mieć, by uważać wydawnictwo za organizację charytatywną promującą ‘wartościową’ – pani/pana zdaniem – kulturę.
        Wydawanie książek czy mang to biznes, a ten ma przede wszystkim generować zysk. Skoro BL się sprzedaje – BL jest wydawane.
        I zalecam maść na ból wiadomej części ciała.

        • Katsuhiko pisze:

          Szanowna/y Vayar. Jakoś potencjalna perspektywa zysków nie przeszkodziła Waneko w wydaniu genialnej i WARTOŚCIOWEJ, bądź co bądź, no i przy tym NIECO DROGIEJ mangi pt. “Adolf ni tsugu”, tłumaczonej jako “Do Adolfów”. Zatem kwestia zbadania rynku swoją drogą, ale nie można sprowadzać wszystkiego do kasy. Ciut wiary w ludzi 😉

        • Pchan pisze:

          Oj słabo Ci to porównanie wyszło panie Vayar, bo wydawnictwo powinno dbać przede wszystkim o wszystkich swoich klientów, a nie tylko o określoną grupę odbiorców. Bo reszta się w końcu od danego wydawnictwa odwróci nie mogąc znaleźć nic dla siebie.
          Taki Egmont potrafi wydawać jakimś cudem również ambitniejsze komiksy (nie raz tzw. “klasykę”), mimo tego że w swoim portfolio ma też sporo pozycji tylko czysto rozrywkowych. I żeby szanowny kolega nie wyskoczył mi przypadkiem z hasłem “bo to duży wydawca”, to taka Kultura Gniewu, Scream Comics, Non Stop Comics, czy choćby Taurus Media jakoś również sobie radzą.
          Tylko polskie wydawnictwa mangowe dziwnym trafem ostatnimi czasy nie potrafią, i jadą na tym co się najlepiej sprzedaje. Co nie znaczy że oferują tym samym zróżnicowaną ofertę. Nie raz bojąc się wydawać niektóre gatunki (choćby hentai), tak jakby nie istniały.
          Ale jak się wychowuje dzisiejszych czytelników praktycznie na jednym i tym samym, to nie powinno dziwić, że później jest tak jak jest, gdzie młodzi nawet nie znają klasycznych historii, i nawet nie chcą sięgać po ambitniejsze tytuły.
          Zapominając tym samym o starszych czytelnikach, pamiętających początki i takie tytuły jak “Aż do nieba”, czy “Cześć Michael”, że oni dorośli. I chcą poczytać coś ambitniejszego czy to pod postacią tzw. “klasyki” czy też nowszych propozycji (bo dzisiaj też takie mangi przecież wychodzą).
          A okazuje się, że od startu dwóch najstarszych mangowych wydawnictw w Polsce czyli JPF’u (1996) i Waneko (1999), to u nas wydano zaledwie trzy tytuły Osamu Tezuki, jeden Katsuhiro Otomo i Masamune Shirow’a. Ja się pytam gdzie jest “Domu” i “Memories”, gdzie jest choćby taki “Appelseed”, i reszta mang Tezuki ?
          Chwała JPF’owi, że się w końcu obudzili i przedstawiają dorobek choćby pań Moto Hagio czy Riyoko Ikedy, a i wznawiają “Gunnm’a” (jakoś nigdy nie trawiłem angielskiego tytułu). A Hanami wydaje w końcu “20th Century Boys”, bo po ostatnich zapowiedziach to bym nie miał praktycznie co czytać. I pewnie całkowicie przestawiłbym się na wydania angielskie i japońskie.

          • Max pisze:

            Jako czytelnik 30+ pamiętam początki mangi w Polsce i z jednej strony jestem wdzięczny JPF za to, że zaczęli ten temat, a z drugiej strony zdegustowany tym, co ostatnio (i na jakim poziomie) wydają. Ja nie dzielę fanów mang na wiek, bo każdy lubi co innego, nieważne, czy ma 14 lat, czy 60, to bez znaczenia, ale co do klasyki to Masz rację – powinno zostać wydane kilka tytułów (coś jak obowiązkowe lektury w szkole). Appleseed wydał kiedyś TM-Semic, ale to była, za przeproszeniem, szmata, a nie manga, poza tym nie skończył chyba. Też bym ten tytuł zobaczył po polsku, ale wydany na poziomie. Tak samo, jak Bastard Hagiwary (sprzedało się w milionach kopii za granicą) Inu-Yasha, Ranma 1/2 Takahashi (też coś u nas było, ale nie skończone i byle jak wydane), czy Magic Knight Rayerth, lub Card Captor Sakura (Clamp to już w sumie klasyk). Można stworzyć serię pt. “manga classic” i już. Taka misja edukacyjna wydawnictw, ale jestem pewien, że źle by na tych tytułach nie wyszli 😀

          • Koniec posuchy pisze:

            Drodzy “mangożercy”, wszyscy macie rację. W Polsce wydaje się stanowczo za mało ambitnych/klasycznych tytułów, jednak krzywdzące jest szukanie winnego w postaci mang BL, które w większości przypadków są tylko jedno- lub dwutomówkami, dlatego w niewielkim stopniu obciążają plan wydawniczy danego wydawnictwa. Zresztą np. u Waneko komiksy BL wychodzą tylko jako dodatek, nie mieszczą się w głównym planie. Trafniej byłoby stwierdzić, że to wielotomowe shouneny (nawet po 50 tomów) przez wiele lat wypełniają ten plan wydawniczy. Tak się składa, że znam odpowiedź na pytanie, dlaczego polskie wydawnictwa tak rzadko sięgają po klasyki – jak zdaje się stwierdził JPF, jedynie mała grupa czytelników chce czytać klasyki, więc wydawanie ich może nie wygenerować wystarczających zysków. Większość czytelników to jednak osoby poniżej 20. roku życia (to moje spostrzeżenie wyciągnięte z konwentów), które mogą “bać się” trochę starszej kreski, poza tym zwyczajnie mają nieco inne potrzeby. I dlatego raczej nie doczekamy się owych ambitnych mang. Pozostaje tylko kupować wersje angielskie/japońskiej.

  5. Ana pisze:

    Szanowny/a Vayar. Oczywiście, że każde wydawnictwo to biznes, ale niech do tego biznesu również dotrze, że jego klientami nie są tylko fani jednego gatunku mangi (czytanie ze zrozumieniem się kłania). A yaoi – uwaga, uwaga – to jeden z wielu gatunków mang i jest jego na rynku (w porównaniu z innymi) za dużo. A ja polecam ogarnąć nieco kultury, zamiast odpowiadać na komentarze, które nie są skierowane do pana/pani i to jeszcze kończąc żenującym tekstem w stylu gimbazy. Jako klientka mam prawo do wyrażania własnej opinii na temat produktu, którym są również mangi. Jeśli jakakolwiek firma chce zarabiać, a nie ponosić straty – to musi brać pod uwagę opnie wszystkich swoich klientów, bo inaczej przy podsumowaniu kwartału, lub roku – niech się nie dziwi, że zamiast zysku, ma straty i 50 procent towaru (ojej, dlaczego) się nie sprzedało. Dla mnie nie ma problemu – jak mi jakiś produkt nie odpowiada w jednej firmie, to kupuję go gdzie indziej. To nie ja na tym tracę. Proste. Pozdrawiam.

  6. Max pisze:

    Vayar – znany impresario i ceo Ważnej Firmy, więc zna się 😀 A tak na serio, to chyba kolega ma ból pewnej części ciała, skoro wypisuje takie głupoty. Jako przedsiębiorca (a do tego zatrudniający ponad setkę osób) muszę brać pod uwagę opinie wszystkich klientów, a nie tylko 1/5 z nich, bo inaczej pracownicy nie dostaną pensji, a mnie będzie towar zalegał na magazynie. Prościej wytłumaczyć się już nie da. Btw – sam nie znoszę bl, ale nie tylko. Większość mang kupuję po angielsku, bo po polsku jest dość ograniczony wybór, taka prawda (chociaż Waneko wydało akurat dwa dobre, z mojej listy, co się chwali). Pozdrawiam panie 🙂

    • Koniec posuchy pisze:

      Zadowalanie 1/5 klientów? Skąd takie wnioski? Zresztą zauważyłam, że poza bl nie macie się czego czepiać, jakby nasz rynek był w stu procentach zdominowany przez ten gatunek. Ja kiedy szukam dla siebie jakiejś mangi, to widzę głównie bitewne shouneny albo jakieś naiwne fabularnie shoujo, więc rezygnuję.

      • Max pisze:

        Ta 1/5 klientów odnosi się do Waneko, bo podzieliłem w ten sposób gatunki mang, jakie wydają, taki skrót myślowy 🙂 Co do wydawnictw mangowych w Polsce, to owszem, wybór jakiś tam jest (pomijając często słabe tłumaczenia i zmienianie oryginalnych dialogów), tylko jeśli Masz powiedzmy listę czterdziestu tytułów mang, które Cię interesują, a po polsku wydali z nich jeden, góra dwa – to raczej kiepsko. A shouneny i shoujo mogą być naprawdę różne – lepsze i gorsze, nie ma co uogólniać w tym temacie. Dla mnie na przykład taki Dragon Ball jest beznadziejny, a Bungou Stray Dogs świetne – a dla kogoś innego może być inaczej. Niech wydają wydawnictwa różne gatunki, tylko niech również słuchają tego, co mają do powiedzenia czytelnicy, a zarazem ich klienci. Tylko tyle. Pozdrawiam 🙂

  7. Malefica pisze:

    Ja też nie lubię bl, a jeśli chodzi o wydawnictwa mangowe w Polsce – to Waneko wypada akurat nie najgorzej (mam ich kilka tytułów, Studia JG tylko jeden, a Jpf żaden, bo mają kiepski wybór i słabe wydania). Raz na kilka tygodni zamawiam mangi, które mnie interesują, po angielsku i japońsku (jak dużo moich znajomych), chociaż cały czas mam nadzieję, że na naszym rynku oferta będzie większa. Ale nie jest źle. Coś tam ciekawego zawsze się znajdzie. Miłego wieczoru wszystkim życzę 🙂

  8. Koniec posuchy pisze:

    Czytałam tę mangę po angielsku i bardzo mi się podobała. Na początku nieźle się uśmiałam 😀 Bardzo pomysłowa fabuła, jeden z ciekawszych tytułów, jaki udało mi się ostatnio znaleźć. Potrafi zaskoczyć!!!

  9. Ana pisze:

    Koniec Posuchy – kreska w mangach sprzed 1990 roku też może być różna, tak samo w tych nowych. Co kto lubi. Mnie się na przykład nie podoba grafika w zarówno w takim Naruto, jak i w Vampire Knight, za to ta z Lady Oscar jest (jak dla mnie) super 🙂 Ale to prawda – myślę, że każde wydawnictwo mangowe powinno wydać chociaż ze dwa, trzy tytuły z tzw. klasyki, bo po prostu warto. Sama bym chętnie kupiła na przykład Red River, Inu Yashę, czy Bastarda. A wiek tu naprawdę nie ma nic do rzeczy – jest dużo fanów mangi powyżej 20 lat, którzy zaczynali ten temat od Sailor Moon, lub Yattamana, a potem na przykład poszli na japonistykę, lub zostali grafikami 😉 Tylko że nie afiszują się ze swoim zainteresowaniem i nie bywają na konwentach. Ja mam 27 lat. Pozdrawiam dyskutantów, miłego weekendu 🙂

    • Malefica pisze:

      Klasyka – jestem za 🙂 Sama bym chętnie przeczytała wszystko od Rumiko Takahashi – ale serie wydane w całości i dobrze, na poziomie. Btw – ja też zaczynałam od SM, jak dużo osób, nic niezwykłego, na japonistykę nie poszłam, ale język znam 🙂 To tylko chyba w naszym kraju mangi postrzega się jako komiksy dla dzieci – za granicą traktowane są jak zwykłe książki (w anglojęzycznych krajach jako graphic novels) i czytają je ludzie od lat nastu do 70, albo i więcej. Dobrze by było, jakby wydawnictwa o tym pamiętały i brały pod uwagę opinie wszystkich czytelników, a nie tylko części z nich. 25 latka pozdrawia 🙂

      • Koniec posuchy pisze:

        A mnie się kreska z Lady Oscar akurat nie podoba… Już wolę tę z Naruto czy Bleacha. Poza tym czego bym nie napisała, to pani Ana będzie to negować, bo jak podejrzewam – być może jest neurotykiem. Pozdrawia najstarsza z was, bo urodzona jeszcze w latach 80.

  10. Ana pisze:

    Serio? Od kiedy posiadanie własnego zdania (odmiennego od kogoś innego) jest objawem neurotyzmu? Polecam poczytać podręczniki z psychologii klinicznej (miałam na studiach, super lektura, naprawdę). Nie muszę się ze wszystkimi zgadzać, jak mi coś nie pasuje. Klient, produkt, konkurencja – czytanie ze zrozumieniem, patrz wyżej. W czym mamy problem i czego pani Koniec nie zrozumiała? Dyskusja polega na tym, że wyrażamy własną opinię, ale piszemy z sensem i nie używamy argumentum ad personam. Tyle w temacie.

    • Max pisze:

      Wyrażanie własnego zdania w internetach zawsze tak się kończy – kłótnią i wyzwiskami, znam z autopsji 🙂 Nie wiesz, co napisać, masz inne zdanie – wrzuć jakąś inwektywę, albo wstawkę o hejcie, norma. Ile razy już byłem nazywany takim, czy owakim, to już nie zliczę. Btw – my tu gadu gadu, a Waneko dzisiaj nigdzie nic. Zniknęli coś z sieci. No szkoda, że nam nie odpisali w sprawie klasyków, które byśmy przeczytali, a oni by zarobili. Zatem dobranoc 🙂

  11. Van pisze:

    Zapowiada się ciekawie. Na pewno kupię 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.